
Wyobraźmy sobie świat, w którym nagle znikają dorośli – jaki byłby? Dla małych dzieci z pewnością koszmarny, lecz dla nich starszych braci i sióstr być może całkiem przyjemny. A może jednak nie? Tak czy inaczej podobna wizja, brana na serio, dla dorosłego jest przerażająca. W książce Michaela Granta „Gone. Zniknęli. Faza pierwsza – Niepokój” przyjemnie jest jednak o niej poczytać.

„Księga ocalenia” powraca do zgranego schematu postapokaliptycznej opowieści o świecie wyniszczonym wojną nuklearną. Wielka szkoda, że niewiele do niego wnosi.

Pomagamy wybrać seans filmowy na weekend. Premiery tego tygodnia to: „Księga ocalenia”, „Planeta 51”, „The Limits of Control”, „Moja krew”, „Pół żartem, pół serio”, „Lourdes” i „Absolwentka”.

Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie ogłasza kolejną, 18. edycję Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać Świadectwo”. Wszystkich poetów zapraszamy do uczestnictwa.

Zamieszczamy fragment powieści Grahama Joyce’a „Requiem”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Solaris.

Pomysł stary jak… gry wideo. Czy w rozrywkę, polegającą obserwowaniu z góry naszego obiektu, poruszającego się do przodu, do tyłu i na boki na tle przesuwającego się pod nim tła można tchnąć nowe życie? Owszem. I to w całkiem sensowny sposób.

Śnieżna planeta to nieograniczone źródło naturalnej broni.

Żałoba narodowa i nie boję się o tym mówić. Piszę, że stacje telewizyjne po raz kolejny zrobiły show w niewiadomym do końca celu. Zaglądano rodzinom ofiar w źrenice, zdjęcia robiono z niebezpiecznej odległości.

Ostatnio zastanawiałem się nad powierzchownością świata. Dlaczego media komentują odejście Ryszarda Kapuścińskiego i Krystyny Feldman? Stali się oni bohaterami ostatnich dni, podczas gdy za życia mówiono o nich nadzwyczaj skromnie i niepozornie. Zupełnie, jakby nie istnieli. Maniera naszych czasów, uwłaczające godności przyzwyczajenie? Szanujemy tylko młodych, zdolnych i bogatych.

Można zatęsknić za ludźmi. Po raz pierwszy dopadło mnie to, co zawsze uważałem za niemożliwe wręcz. Z racji mojej długoterminowej niedyspozycji spowodowanej chorobą, jestem na zwolneniu lekarskim już dwa tygodnie. Problem w tym, że czuję się naprawdę świetnie, mogę pracować, uczyć się, ale zdecydowanie nie wolno mi wychodzić z domu.
Do tej pory często uciekałem od ludzi w pisanie, w samotność, w sztukę...

Gdzie przebiega granica między tym, co odczuwamy, a tym, co dzieje się naprawdę?
Bardzo nie lubię, gdy złudzenia pękają, niczym czerwono-białe, kosmopolityczne, europejskie balony. Mam wtedy wrażenie, że świat jest jednym wielkim bełkotem, a każdy może powiedzieć co mu się podoba bez ponoszenia konsekwencji, bez odpowiedzialności za oszczerstwa, jad prosto z ust.

Poniżej przedstawiam kilka najważniejszych informacji odnośnie statystyk strony www.koczorowski.net :
1. Wśród odwiedzających stronę, byli użytkownicy z 29 państw świata. 2. Z każdym miesiącem liczba czytelników zwiększa się. 3. Przez dwa lata stronę odwiedziło ponad 9000 unikalnych użytkowników. 4. Najwięcej wejść notujemy w czwartki, natomiast najchętniej oddajecie się czytaniu w godzinach 21-22. 5. Dokonałem 259 wpisów w dzienniku, dzieląc się swoimi przemyśleniami, odkrywając część swojego życia.

Człowiek się zmienia, ewoluuje w różne strony swojej duszy, świadomości, umysłu... Widzę to po ludziach, widzę do po samym sobie. Jak wiele możemy znieść i wytrzymać? Bez przesady powiem, że wszystko, co nie doprowadzi nas do natychmiastowej śmierci!

Wystarczy włączyć serwis informacyjny, by zobaczyć, że umieramy, dusząc się kwasem własnej świadomości społecznej, demokracji, wolnego rynku i jak mniemam- nadmiaru czasu. Lekarze strajkują niezdecydowanie i niewyraźnie, Tinky Winky nosi czerwoną torebkę i jest gejem, holenderska telewizja emituje reality-show, w którym można oddać swoją nerkę.
Proszę, powiedzcie mi, jak można pozostać normalnym w takim świecie, albo chociaż zachować pozory normalności? Patrząc, jak ludzie "na stanowiskach" chcą nas uratować od zboczeń, dewiacji i przedstrostka "homo"? Oglądając, jak rzekomo chora na raka kobieta jest zdrowa i silna, a chciała tylko zwrócić uwagę na problem transplantacji? Albo sfiksujemy do reszty, albo uratujemy świat siłami umysłu i rozumu!
Matura naprawdę nie jest tragedią, katastrofą, czasem tortury naukowej, jak próbowano nam wmawiać przez ostatnie miesiące!

Ludziom pracującym fizycznie o wiele łatwiej przychodzi relaks po pracy. Ktoś z wyrzutem splunął mi ostatnio w twarz opinią, że tzw. praca umysłowa jest gówno warta i można ją między książki schować, oprawić w ramki, postawić na półce ze sprawami bezużytecznymi.